SKMS



1. ZAPOWIEDŹ UDZIAŁU

Najbardziej dociekliwi czytelnicy naszej strony na pewno spostrzegli w zakładce "O nas" dziwny podpunkt "Drużyna THE MOST". Pewnie część z Was zastanawiała się o co chodzi? Uszczknę troszkę z tajemnicy i zdradzę Wam pewne szczegóły.
Po raz pierwszy w Polsce Politechnika Wrocławska organizuje niesamowicie ciekawy konkurs, w którym pięcioosobowe drużyny będą zmagały się w konkurencji, która obejmuje zaprojektowanie, budowę i montaż stalowego mostu kratownicowego. Szczegółowe dane można znaleźć na posterze:


Ze względu na wiele wątpliwości i zapytań do organizatorów, zasady zaprezentowane powyżej trochę się zmieniły (np. most może mieć do 130 kg), jednak podstawowe założenia pozostają takie same. W miarę postępu prac, będziemy na bieżąco informować o tym co udało nam się dokonać, chociaż oczywiście nie zaprezentujemy Wam naszego rozwiązania, aby inni nie podpatrzyli naszych nowatorskich patentów:P Jeżeli nam się uda dobrnąć do etapu montażowego, postaramy się uwiecznić te ślamazarne zmagania i zaprezentować Wam na naszej stronie.

2. RELACJA Z ZAWODÓW





Nie pamiętam już w jakich okolicznościach rozpoczęło się to wszystko, ale wiem, że decyzja o wzięciu udziału w tym przedsięwzięciu była strzałem w dziesiątkę. Gdy kilka miesięcy temu naszą pięcioosobową drużyną (Jakub Biegun, Aleksander Barton, Tomasz Koziarski, Dawid Kisała, Izabela Murzyn) zaczynaliśmy pracę nad konstrukcją, nie spodziewaliśmy się, że dostarczy nam aż takich emocji i że EURO 2012 we Wrocławiu odbędzie się dla nas miesiąc wcześniej.
Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, chciałbym wyjaśnić o czym w ogóle tutaj piszę. SKMS 2012 to pierwsza edycja niesamowitego konkursu, który w różnych formach od dawien, dawna występuje na świecie. Polega on na zaprojektowaniu, sfinansowaniu, zmontowaniu i próbnym obciążaniu konstrukcji mostowej, co ma wprowadzić młodych adeptów sztuki budowlanej w arkana branży. Cały ten proces jest mikroskalowym przybliżeniem rzeczywistości i pozwala nabyć kilogramy doświadczenia, o co stosunkowo ciężko pomiędzy murami uczelni. Konkurs trwa tak naprawdę kilka miesięcy, a finałowe dwa dni to tylko zwieńczenie tygodni projektowania, rysowania i irytacji, że coś nie pasuje.

Początki zawsze są trudne i powiedzmy sobie szczerze – nie wiedzieliśmy nic… Od czego w ogóle zacząć? Najlepiej od początku! Ale gdzie jest ten początek i linia startowa?

Nikt z nas nie pamięta już kiedy to było, ale pewnego dnia spotkaliśmy się w jakimś mieszkaniu z laptopami na kolanach i zaczęliśmy modelować. Robot, Autocad, kartka papieru, długopis i do dzieła! Najważniejsze parametry jakie trzeba było rozważyć to 6,0 m rozpiętości, 1,0 m szerokości, 150 kg wagi i element o maksymalnej długości 1,5 m z ograniczeniem masy do 8,0 kg. Powstało kilka koncepcji, rozważyliśmy różne propozycje, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Trzeba było przyjąć jakieś założenia, a czy były one słuszne, zweryfikował dopiero finał.

Tak mniej więcej wyglądał nasz model obliczeniowy

Symulacje, poprawianie błędów, kilka tygodni rysowania, rozmowy z firmą wykonawczą, kłopoty z zestawieniami materiałów i nerwy, czy tak w ogóle uda się to złożyć? Efektem był projekt, który możecie zobaczyć poniżej.

Jeden z kilkunastu rysunków, który przygotowaliśmy dla wykonawcy

W tym miejscu chcielibyśmy również podziękować wszystkim tym, którzy przysłużyli się naszemu sukcesowi, czyli przede wszystkim władzom naszej uczelni za wsparcie finansowe oraz dr inż. Karolowi Ryżowi za uwagi do projektu konstrukcji.

Jeżeli ktoś jest niecierpliwy, to zapraszam do relacji na strony:

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Wydawało się nam, że najtrudniejszą cześć mamy już za sobą. Projekt skończony i wysłany do wykonawcy, więc teraz musimy już tylko czekać, a potem „spijać śmietankę”. Nic bardziej mylnego...

Pobudka o 5 rano nigdy nie należy do przyjemnych. Wszystko przygotowane i zabrane, więc można wsiąść w autobus i dojechać do Ronda Ofiar Katynia, gdzie czekać ma na nas dr inż. Wojciech Średniwa bez którego to wszystko by się nie udało, a Wy nie moglibyście oglądać naszej dokumentacji fotograficznej. DZIĘKUJEMY! Lekko zaspani wsiedliśmy do samochodu i część z nas obudziła się dopiero we Wrocławiu. Bardziej świadomy fragment ekipy mógł podziwiać nowo wybudowaną trasę i piękne obiekty mostowe wzdłuż niej położone. Po 2 godzinach zawitaliśmy pod bramy celu naszej podróży. 

Na miejscu od razu spotkaliśmy organizatorów, którzy wyrwani ze snu musieli przyjąć gości. Od razu trzeba zaznaczyć, że tak życzliwych, uczynnych, pomocnych i pełnych chęci ludzi można dzisiaj „szukać ze świecą”, a my odkryliśmy ich na akademikach Politechniki Wrocławskiej! 

Model czekał już na nas w piwnicach budynku T-19. Gdy tylko go zobaczyliśmy, spojrzałem na Olka Bartona i wiedziałem już jak i ja wyglądam – klasyczny banan na twarzy! Noże w dłoń i bierzemy się za rozpakowywanie.


Jak dzieci na Mikołaja zaczęliśmy gorączkowe rozpakowywanie prezentu. Po kilkunastu minutach cała folia była już w szczątkach, a my mogliśmy się zabrać za nieśmiałe składanie konstrukcji.


Nie było łatwo i jak to zwykle bywa pojawiły się drobne problemy. A to nie było odpowiednich śrub, a to otwory nie do końca się licowały – na szczęście mieliśmy swoje patenty i zgodnie z przysłowiem „nic na siłę, wszystko młotkiem” zaczęliśmy dzieło modyfikacji mankamentów.
Muszę się przyznać, że po pierwszym zgrubnym montażu, jak zobaczyłem, że zajęło nam to dwie godziny i jak się okazuje nie ma wszystkich śrub, a przez to cała konstrukcja jest dosyć wiotka, byłem lekko załamany. Ale trzeba było podnieść głowę do góry, rozłożyć całość i ponownie składać, aż do skutku, a także po to aby już w dniu zawodów wykręcić jak najlepszy czas montażu.
Około 11:30 dołączył do nas nasz kapitan – Jakub Biegun i mogliśmy trochę przyśpieszyć (ale nie za wiele :P).


Obtarte palce o asfalt, bóle pleców i ścierpnięte nogi od kucania to nieodłączny element składania mostu. Dało się też dostrzec pewne niedokładności wykonawcze, co skutkowało wstępnymi wygięciami konstrukcji, co jak się jednak okazało później, nie miało dużego wpływu na pracę całości.


Inne drużyny również zabrały się za montaż i już po kilkunastu minutach na boisku przed akademikami wyrósł nam „las mostów”.





Jak możecie zobaczyć – ile drużyn tyle pomysłów i to właśnie jest chyba najlepsze w tego typu zawodach. Po kilku godzinach w pełnym słońcu udało nam się dojść do perfekcji w składaniu, chociaż nadal nie mieliśmy wszystkich elementów potrzebnych do złożenia całej konstrukcji. Część śrub miała się pojawić dopiero w dniu konkursu, co niekoniecznie nas cieszyło, ale przecież tak samo wygląda to na prawdziwej budowie :D



------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Wczesne wstawanie było już dla nas rutyną. Kolejny raz nasze budziki dźwięczały już przed 6 rano. Szybkie ogarnięcie i doprowadzenie się do stanu użytkowalności, żeby móc dojść na śniadanie. Część naszej drużyny zjadła za trzy osoby, dlatego niektórzy postanowili przyjąć postawę ascetyczną i o pustym żołądku przystąpić do zmagań. Z różnymi poziomami wypełnienia wpakowaliśmy się do naszego czarnego transportowaca, żeby dojechać na miejsce Sądu. 


W tym miejscu na chwilkę się zatrzymam - Wrocław to najpiękniejsze miasto jakie dane mi było zobaczyć w Polsce! Gust to oczywiście sprawa mocno subiektywna, ale naprawdę polecam! Interesująca zabytkowa architektura poprzecinana nowymi, dobrze wpasowanymi obiektami – myślę, że to dobry opis tego co możecie tam spotkać. 

W tak sprzyjającym środowisku, w sąsiedztwie „Serowca” miały się wydarzyć wszystkie najważniejsze sprawy.



Nie możemy także nie pochwalić się zdjęciem, które przypadkiem udało nam się uchwycić:


Później Profesor wygłosił płomienne wystąpienie zagrzewające do boju:


Patrząc na to jak w częściach prezentowała się nasza konstrukcja podejrzewam, że ciężko Wam uwierzyć, że coś może z tego złomu powstać – też byliśmy zdziwieni!


Pierwsze ustalenie wskazywało na to, że będziemy startować jako pierwsza drużyna, ale ciągnące się problemy z brakiem śrub M6 przestawiły nas dopiero na trzecią turę. Dzięki temu mogliśmy śledzić zmagania innych ekip.



 





Niektórzy członkowie naszej ekpiy brali też udział w towarzyszących zawodom konkursom – na tym polu również same sukcesy!


Przeznaczenia nie da się oszukać i na nas też przyszła „kryska”. Mieliśmy trochę czasu na ułożenie modelu i ustawienie się na linii startu, by na sygnał ruszyć jak Concorde. Mieliśmy jednak nadzieję, że lądowanie będziemy mieć lepsze.







Wystartowaliśmy jak na dopalaczach, rozszerzone źrenice także mogły by być naszym znakiem rozpoznawczym. Podniecenie, podwyższona temperatura i dziwne zachowania – wszystkie objawy by się zgadzały, ale na szczęście nie było żadnych przedstawicieli władzy, którzy mogliby nas skontrolować. Udało nam się złożyć całośc do kupy, chociaż niektórzy wieszczyli, że wzorem mebli z IKEI może nam z tego  powstrać coś zupełnie innego.






Po niespełna 30 minutach byliśmy już spełnieni. Wszystko szło jak po maśle, całość była idealnie dopasowana, a konstrukcja w końcu stanowiła integralną całość. 












Można było wykonać pierwsze testy obciążenia w postaci masy własnej konstruktorów, a także położyć nawierzchnię lepszą niż ta na EURO.








Od razu pojawiła się sława, parcie na szkoło i woda sodowa:





Teraz pozostało nam już tylko czekać, aż GIGANCI zabiorą nasze wypicowany most do laboratorium, w którym dokona się akt zniszczenia.


Na miejscu odbyło się ważenie i okazało się, że nasza konstrukcja należy do jednych z najlżejszych, co w cale nie oznacza, że najsłabszych. Było wielu fałszywych proroków, którzy wieszczyli nam, że jedna tona będzie wyczynem. Wydaje mi się, że wszystkim utarliśmy nosa.


Po ważeniu i kolejnym transporcie nasza „kruszyka” został wrzucaona na ring pod szczęki prasy obciążeniowej. Panowie laboranci z preecyzją Dextera ustawili wszystkie maszyny tortur i nastąpiła próba wyciskania z naszego mostu postatnich potów i łez. Przyznam Wam, że nerwy na egzaminie inżynierskim to w porównaniu z tym kartkówka z Wprowadzenia do Inżynierii Lądowej (bez urazy dla fanów tego przedmiotu :P). Wolno przeskakujące cyferki, które przekraczją kolejne magiczne bariery potrafią dostarczyć naprawdę wiele emocji! Ostatecznie 6 ton – co możecie wierzyć lub nie dokładnie odpowiada temu co zadalismny przy modelowaniu w ROBOCIE. Co więcej nie wytrzymało dokładnie to połączenie, które  obstawialiśmy, że będzie piętą Achillesową.


Wyniki ostateczne prezentują się następująco:




W nagrodę czekał na nas zasłużony obiad. Dla niektórych było to 6 posiłek dnia, dla niektórych pierwszy;P




Na koniec oczywiście czekała wisienka na torcie – zostaliśmy wyczytani, więc pomaszerowaliśmy po odbiór nagród i upominków.


A tak przedstawia się zwycięska trójka w otoczeniu prominentnych oficjeli:



Wszystkie mosty po zniszczeniu trafiły na tak zwane „złomowisko”, ale nie mogliśmy pozwolić, żeby tam sczezł, dlatego postanowiliśmy sprowadzić go do grodu Kraka, żebyście i Wy mogli go zobaczyć!



------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Ostatnia część relacji z SKMS 2012 będzie miała charakter podsumowująco-dydaktyczno-moralizatorski. Jako, że działalność Koła Naukowego powinna dążyć do zwiększania stanu naszej wiedzy oraz doświadczenia, taki artykuł wydaje mi się niezbędny.
Czego zatem nauczył nas udział w Studenckim Konkursie Mostów Stalowych? Na pewno pracy zespołowej. Długie wieczory spędzone nad rozgryzaniem pracy konstrukcji, a następnie mozolne próby stworzenia dokumentacji wykonawczej, nie pójdą w las i zaprocentują w przyszłości. Uważam, że w dużym stopniu oddały one charakter pracy w rzeczywistym biurze projektowym.
Etap wykonawczy konstrukcji można by zawrzeć w zdaniu: „Nie ważne jak dobrze zaprojektujesz konstrukcję, ważne ile z tego schrzanią na budowie”. W tym wypadku chodzi głównie o efekty pracy wytwórni (rozżalenie jednego z uczestników możecie zauważyć na pewnym zdjęciu w naszej galerii). My i tak nie mamy na co narzekać. Poza delikatnym wygięciem pasa górnego, subtelnymi nieścisłościami w otworach w blachach węzłowych oraz brakiem kilkudziesięciu śrub, konstrukcja była wykonana wyśmienicie. Złożenie konstrukcji po wstępnym usunięciu imperfekcji poszło jak bułka z masłem o czym świadczy nasz czas (28:30), co dało nam 3 miejsce jeśli chodzi o montaż (szkoda tylko, że miał on znikomy wpływ na końcowy wynik). Ostatni wniosek związany z wykonaniem konstrukcji w wytwórni brzmi: „Nawet jeśli coś wydaje ci się oczywiste, na pewno nie będzie oczywiste dla wytwórni”.
Jednym słowem, im więcej informacji zawrzecie w dokumentacji wykonawczej tym lepiej (a znając życie i tak to będzie za mało). Nie wolno liczyć na żadne domysły ze strony wykonawcy konstrukcji, wszystko musi być czarno na białym, najlepiej pogrubioną czcionką, tak żeby nie dało się żadnej informacji przegapić. 


Przejdźmy teraz do najciekawszej częsci... 


Postaram się krótko omówić przyczyny zniszczeń konkursowych konstrukcji, które udało nam się zaobserwować. Według mnie to była najważniejsza korzyść z udziału w konkursie: możliwość zaobserwowania „w naturze” jak pracuje konstrukcja. Jeden dzień w przyjaznym Wrocławiu dał więcej niż kilka semestrów spędzonych na uczelni na wykładach (no może trochę przesadzam;P).
Najpowszechniejsza przyczyna z jaką mogliśmy się spotkać to utrata stateczności pasa ściskana – jednym słowem - wyboczenie. Niektórzy młodzi konstruktorzy zapomnieli u zmniejszeniu długości wyboczeniowych pasów w płaszczyźnie prostopadłej do płaszczyzn dźwigarów – wykorzystanie poprzeczek z prętów na niewiele się zdało. Pręt ma znikomą zdolność przeniesienia siły ściskającej jaką wytwarzał wybaczający się dźwigar główny – zresztą zobaczcie na zdjęciach.


Wiotkie stężenia z prętów okrągłych nie zabezpieczyły masywnego dźwigara przed wyboczeniem.


Brak poprzecznic w poziomie pasa górnego spowodował jego wyboczenie.


Bardziej karygodny błąd związany z brakiem zapewnienia stateczności dźwigara w kierunku poprzecznym to niezastosowanie poprzecznic podporowych.

Kolejny wypatrzony przeze mnie błąd to zwichrzenie belki, do której przykładano obciążenie. Pomysł był dobry: ponieważ pas dolny jest rozciągany należy dać tam jak najmniej materiału (wykonać wiotkie pasy z płaskowników), a zapasy kilogramów przerzucić do pasa ściskanego.


Tak wyglądała konstrukcja po złożeniu. Widać bardzo wiotki pomost oraz belkę połączoną z pasem dolnym i krzyżulcami tylko w poziomie półki górnej.

Trzecia z przyczyn zniszczenia konstrukcji jaką udało mi się zaobserwować (która dotknęła także nas), to zniszczenie węzłów. Poszczególne warianty postaram się omówić pod odpowiednimi zdjęciami.




Najbardziej bolesne zdjęcie. Zniszczenie węzła spowodowane pęknięciem spoiny, co spowodowało wygięcie blachy oraz zerwanie śruby (kolejność zdarzeń do ustalenia). Na pocieszenie można dodać, iż do zniszczenia węzła doszło przy osiągnięciu projektowanej przez nas nośności obiektu, o czym świadczą pozostałe węzły w pasie dolnym w rejonie środka rozpiętości.

Żeby zbytnio się nie rozczulać, przejdźmy do tego, co nabroili nasi konkurenci w konkursie:



Nieco niewyraźne, ale widać o co chodzi: zerwanie spoiny łączącej pas dolny z belką. Dla usprawiedliwienia dodam, iż w tym wypadku zawinił wykonawca – nie wykonał wszystkich zaprojektowanych spoin.




Teraz już zupełnie niewyraźne zdjęcie prezentuje kolejny efekt zniszczenia węzła: ścięcie dwóch śrub łączących krzyżulec z blachą węzłową.




Wygięcie blachy węzłowej.


To chyba tyle efektów naszych obserwacji. Teraz Wasza kolej, aby nie powtarzać podobnych błędów w Waszej przyszłości!


Na koniec podsumowania pierwsza piątka najlepszych konstrukcji:


Miejsce 5 - Politechnika Krakowska - THE MOST!



Przepraszamy za kiepskiej jakości film i jeszcze gorszy montaż... ale dajemy co mamy


Miejsce 4 - Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego – Śrubeczki


Miejsce 3 - Politechnika Warszawska – Moment Krętu


Miejsce 2 - Politechnika Rzeszowska – Grey Hardcore Bridges


Miejsce 1 - Politechnika Śląska – Pogromcy Niestateczności


Na koniec jeszcze raz chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogliśmy brać udział w tak niesamowitym wydarzeniu! Niezapomniane przeżycia i tony zdobytego doświadczenia. Widzimy się na pewno za rok!

PS: Zdjęcia możecie oglądać dzięki uprzejmości dr inż. Wojciecha Średniawy i inż. Tomasza Koziarskiego!
PS2: Wszystkie zdjęcia możecie znaleźć w naszej Galerii i na facebooku.
PS3: Skoro jest to stronach Koła Naukowego pozwolicie, że pominę relację za wszystkich „spotkań integracyjnych” :P 




Dawid Kisała
Tomasz Koziarski




Publikowanie komentarza

Zapraszam do komentowania!

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Web Hosting Coupons